Urodziny.

300817582DSC_1021

Stało się. W ostatni piątek stuknęła mi trzydziestka. Pierwsza młodość definitywnie się zatem zakończyła, czas na tę drugą. Nie mogę się doczekać, z niecierpliwością oczekuję na to, co jeszcze się wydarzy, głowę mam pełną planów. Impreza urodzinowa była bardzo miła i w bardzo polskim stylu – nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że dziś czuję się już dużo lepiej, dziękuję. Przy okazji pragnę też raz jeszcze podziękować moim przyjaciołom w Polsce za fantastyczną, filmową niespodziankę…to było naprawdę piękne.

Dzisiaj będzie zatem o urodzinach – jak obchodzi się je w Azji? Okazuje się że, nasza zachodnia paranoja związana z upływam lat, niepokój wywołany starzeniem się, uciekającą młodością jest w innych kręgach kulturowych czymś zupełnie niezrozumiałym. Już sam fakt celebrowania kolejnych urodzin w kulturze azjatyckiej praktycznie nie występuje, choć oczywiście jest znany i czasami praktykowany, zwłaszcza wobec młodszych dzieci. Urodziny w Azji mają zupełnie inny kontekst, co wynika z zasadniczych różnic kulturowych w zakresie postrzegania człowieka jako jednostki oraz rozumienia czasu.

Po pierwsze, w kulturach azjatyckich percepcja człowieka jest dużo mniej indywidualistyczna niż na Zachodzie; tutaj człowieka postrzega się przede wszystkim poprzez pryzmat grupy, społeczeństwa, jednostka określana jest bardziej jako część większej całości. Dlatego też w Azji celebruje się bardziej momenty społecznej, czy religijnej inicjacji; osiągnięcie wieku dającego pełnię praw społecznych, niż po prostu rocznicę własnych narodzin. Na terenie Azji Południowo – Wschodniej i Oceanii, a zwłaszcza na wyspach wschodniej Indonezji i Nowej Gwinei funkcjonuje bardzo wiele społeczeństw, których członkowie nie znają nawet dat swoich narodzin, albo nie mają one dla nich żadnego znaczenia. Podczas moich wypraw na Papuę często spotykałem ludzi, o których mówiło się, że mają po dwieście, trzysta, a czasami nawet i tysiąc lat – wszystko po to, by po prostu wyraźić to, że ktoś jest bardzo stary i szanowany. Plemiona Korowajów i Kombajów czas liczą w…domach i mniej więcej tak też określają swój wiek. Domy budowane na drzewach są opuszczane po okołu roku lub dwóch, zatem dużo łatwiej jest im wyraźić, że coś wydarzyło się „dziesięć domów temu” niż „dziesieć lat.” O ile, oczywiście potrafią liczyć; najprostsza matematyka jest wciąż dość rzadką wiedzą na Papui.

Percepcja i rozumienie czasu to kolejne wielkie nieporozumienie na linii Azja – Europa/Zachód. W zachodniej kulturze czas, jest progresywny, dynamiczny określa zmianę. Czas człowieka Zachodu jest linearny, możliwy do opisania wektorem, osią, na której jest punkt zero – tu i teraz, oraz przeszłość i przyszłość. Czas w Azji postrzegany jest natomiast punktowo lub koliście, co oznacza, że bardziej liczy się nie tyle zmiana i rozwój, co bardziej powtarzalność pewnych rytmów, stałość, cykliczność. Noc i dzień, życie i śmierć, dobro i zło, ying i yang. Człowiek żyjący według tak rozumianego czasu celebruje i zwaca uwagę na zupełnie inne rzeczy.

Jak zatem Azjaci świętują urodziny? Cóż, Muzułmanie nie obchodzą ich wogóle – jedyne urodziny, jakie celebrują to rocznica urodzin Mahometa. W recepcji braministycznej, hucznie obchodzi się jedynie 12/13 urodziny, podczas których dziecko przechodzi ceremonię zwaną Upanayana i otrzymuje bawełniany sznurek na znak osiągnięcia dojrzałości i przynależności do kasty bramińskiej. Hindusi z niższych kast obchodzą tzn. Janam Dhin, „dzień urodzenia”, który jednak nie przypada na stałą datę w kalendarzu. W takim dniu najważniejsza będzie jałumużna dla ubogich (często w postaci rozdawania jedzenia) oraz puja, czyli błogosławieństwo w świątyni Ganeszy. Sporo Hindusów udaje się też tego dnia do astrologa. W buddyjskiej Tajlandii urodziny obchodzi się raz w roku poprzez wizytę w świątyni oraz złożenie odpowiedniej ofiary. Część Tajów wyprawia drobne imprezy, podczas których to jednak goście, a nie solenizant otrzymują prezenty. Na Filipinach najważniejsze są osiemnaste lub dwudzieste pierwsze urodziny, które nazywa się tam „dniem debiutu.” W Japonii szczególnie celebruje się dwudzieste urodziny – moment osiągnięcia dojrzałości, który zbiorowo obchodzony jest w drugi poniedziałek Stycznia. W Korei natomiast wyprawia się imprezy urodzinowe tylko dwa razy w życiu: z okazji pierwszych urodzin (Doljanchi) oraz setnych (Baek Il). W niektórych społecznościach posługujących się kalendarzem zodiakalnym, szczególną uwagą cieszą się sześciesiąte urodziny. Na koniec zostawiam Balijczyków, którzy jak zwykle nie mają sobie równych, jeśli idzie o ilość świąt i skalę celebracji. W zależności od kalendarza (a na Bali funkcjonują co najmniej trzy kalendarze) Balijczycy obchodzą urodziny nawet trzy razy w roku! Data urodzin Balijczyka jest bowiem ustalana wegług kalendarza księżycowego, który na Bali ma w zokrągleniu 210 dni. Dla ułatwienia Balijczycy przyjmują, że mają urodziny co 6 miesięcy z kalendarza gregoriańskiego – nie dziwcie się zatem, gdy jakiś szacowny Balijczyk powie Wam, że ma np. 120 lat!  Jeśli do tego dana rodzina przyjmie zwyczaj obchodzenia „zachodnich” urodzin to mamy już trzy święta. Jednak na Bali urodziny nie kojarzą się jednak z szaloną imprezą i tańcami do rana. Jest to prostu kolejna okazja, żeby pójść do świątyni i złożyć większą ofiarę niż za zwyczaj. Poza tym, tego dnia Balijczycy często udają się do Balianów – tradycyjnych „duchowych uzdrowicieli” (będę jeszcze o nich pisał), celem sporządzenia numerologicznej i energetycznej diagnozy oraz zapytania o wskazówki na kolejny rok. Dwa święta „quasi-urodzinowe” obchodzi się na Bali w szczególnie spektakularny sposób. Pierwsze święto to tzw. „dotknięcie ziemi” czyli formalne uznanie dziecka za członka społeczności połączone z nadaniem mu imienia, co następuje 100 dni po narodzinach. Przez pierwsze trzy miesiące życia dziecko na Bali nie ma prawa dotknąć ziemi (czyli zawsze jest noszone lub kładzione na podwyższeniu) oraz pozostaje bezimienne, gdyż Balijczycy chcą się przekonać, czy dziecko przeżyje. Dotknięcie ziemi przed ceremonią ma, w przekonaniu mieszkańców Bali, spowodować, że dziecko zostanie pochłonięte przez ziemię. Ceremonia nadania imienia i dotknięcia ziemi, zwana potocznie „tiga bulan” (trzeci miesiąc) jest pierwszą, ważną ceremonią w życiu Balijczyka, a zarazem pierwszą okazją, przy której rodzina wydaje większość swoich oszczędności. Ceremonia jest bowiem bardzo kosztowna i osobiście znam wiele rodzin, które przy tej okazji musiały zaciągać kredyty w bankach lub sprzedawać ziemię. Drugą ceremonią, która może kojarzyć się z urodzinami to ceremonia inicjacji. Chłopcy na Bali przechodzą ją po przejściu mutacji, dziewczynki po pierwszej menstruacji. Podczas tej, wyjątkowo uroczystej i jeszcze bardziej kosztownej ceremonii, dzieciom spiłowuje się kły na znak dojrzałości i zrewania ze „zwierzęcością…” Osobiście, chyba jednak wolę klasyczne urodziny i kaca nazajutrz…

Ktokolwiek ma dzisiaj urodziny – wszystkiego najlepszego!

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.