Torebkowym herbatom mówimy nie!

36b776256c47799fa7eb389208c46aca

Chińczycy mawiają, że lepiej obejść się cztery dni bez soli niż przez jeden dzień nie pić herbaty. Przyznaję, że kiedyś nie delektowałem się specjalnie herbatą, nie zadawałem sobie trudu, by poznać różnice w smaku poszczególnych jej odmian ani zgłębić tajników jej produkcji i przyrządzania. Nie sadzę, żebym się różnił się tutaj od większości Europejczyków – codziennie zalewamy miliony torebek starego wujka Liptona niedogotowaną wodą, ograniczamy proces parzenia do tych kilku sekund, podczas których maczamy torebkę w wodzie, poczym ląduje ona w koszu lub jeszcze gorzej – stosujemy studencki stystem „na poznaniaka”, czyli z jednej torebki zalewamy dwie, trzy herbaty. (Jestem z Poznania, więc wiem, że tak się robiło.) Zgroza. Nic dziwnego, że Azjaci czasami patrzą na nas jak na barbarzyńców. Większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy, że często przyrządzamy sobie wywar z odpadów przy produkcji prawdziwej herbaty, zwykłych śmieci, bo trudno inaczej nazwać zawartość najtańszych „herbat ekspresowych” dostępnych na rynku. Owszem, mamy nasze góralskie „herbaty z prądem” i babcine metody walki z grypą w postaci herbat z miodem i sokiem malinowym, ale naprawdę nie o to w piciu herbaty chodzi. Żeby to zrozumieć trzeba troszkę pokręcić się po Azji, a najlepiej odwiedzić jedną z plantacji herbaty, na których od pokoleń kultywuje się tysiącletnią sztukę uprawy, produkcji, przyrządzania i konsumowania tego najpopularniejszeo napoju świata. Jeśli mielibyście ochotę przekonać się o tym sami to polecam Wam pięć, moim zdaniem, najpiękniejszych miejsc, w których uprawia się herbatę:

  1. Na pierwszym miejscu zdecydowanie plasuje się Darjeeling. Kto zna i lubi filmy Wesa Andersona (a konkretnie kultowy „Darjeeling Limited”) ten na pewno może zrozumieć mój sentyment do tego miejsca. Przede wszystkim jednak Darjeeling jest olśniewająco piękne. Leniwa, górska miejscowość przesiąknięta buddyzmem, gdzieniegdzie porozrzucane klasztory, mnisi, zastępny barwnych kobiet pracujących na zielonych polach herbaty ciągnących się po horyzont, a w tle… No cóż, w tle są Himalaje, z Kangchenjunga – trzecim, najwyższym szczytem Ziemi na czele. Przejedźcie się słynnym pociągiem do Darjeeling, to naprawdę ciekawe doświadczenie.
  2. Zaraz obok Darjeeling znajduje się Assam, mój „numer dwa na liście.” Tutaj możecie nie tylko nacieszyć oczy kipiącą zielenią herbacianych krzewów, ale też bobuszować po bengalskiej dżungli wypatrując dzikich tygrysów i słoni.
  3. Na kolejnym miejscu znajduje się cel mojej zeszłotygodniowej wyprawy – Cameron Highlands w Malezji. To jedna z największych plantacji na świecie, a przy okazji miejsce oferujące naprawdę spektakularne widoki. Jeśli macie trochę czasu i ochoty na przedzieranie się przez dżunglę to możecie też w okolicy znaleźć Rafflesię – największy kwiat świata.
  4. Kolejne miejsce – tym razem jedno z najstarszych na świecie. Płaskowyż Yunnan w południowych Chinach to cały region, który niemal w całości pokrywają plantacje herbaty i ryżowe pola.
  5. Na koniec wreszcie – co wcale nie oznacza, że jest to miejsce najmniej atrakcyjne – zostawiam północną Tajlandię z jej największą plantacją – Doi Mae Salong.

Oczywiście, w Azji są takich miejsc tysiące; wymieniłem tylko kilka z moich ulubionych destynacji. Na każdej z nich uprawia się któryś z rodzajów herbaty, przy czym różnica pomiędzy poszczególnymi odmianami herbat leży nie tyle w innych gatunkach rośliny, co w sposobie produkcji.

Najpopularniejsza jest herbata czarna. Powstaje ona w wyniku czterech procesów: więdnięcia, skęcania, fermentacji i suszenia. Najlepsze są małe liście z górnej części krzewu, według miłośników herbaty to one właśnie umożliwiają zaparzenie najlepszego napoju. Herbatę taką nazywa się Pekoe. Nieco gorszej jakości są większe liście łamane mechanicznie podczas produkcji – broken Pekoe. Souchong to z koleji duże liście zbierane z dolnej partii krzewu. Na koniec zostają na „herbaciane śmieci”, najgorszy rodzaj herbaty, najczęściej używany do produkcji naszych „torebek-zalewajek.” Produkcja czarnej herbaty dominuje w Indiach, zwłaszcza w Darjeeling i Assam oraz na Sri Lance.

Najbardziej tradycyjnym rodzajem herbaty jest herbata zielona. Podczas jej produkcji liściom nie pozwala się sfermentować –  natychmiast po zerwaniu przeprowadzany jest proces suszenia. Dzięki temu przechowuje ona więcej cennych składników od czarnej herbaty lub ulunga. Jest też delikatniejsza w smaku od czarnych herbat. Zielona herbata cieszy się największą popularnością w Chinach.

Herbata biała powstaje natomiast z młodych pączków rośliny, które nie zdążyły jeszcze zakwitnąć. Zbierać je można tylko raz w roku, zatem jest to herbata rzadsza, co nie pozostaje bez wpływu na cenę. Krzewy przeznaczone do produkcji białej herbaty często trzeba dodatkowo chronić przed światłem. Produkuje się ją na mniejszą skalę we wszyskich krajach Azji, ale najpopularniejsza jest w Chinach.

Kolejnym rodzajem herbaty jest herbata żółta – uznawana jest ona za najszlachetniejszy gatunek herbaty. Produkuje się ją podobnie jak herbatę białą, z tym, że nerozwiniętym pączkom pozwala się na dłuższe schnięcie. Była to ponoć ulubiona herbata na dworze chińckich cesarzy.

Dalej mamy herbaty czerwone, zwane puerh. Tą herbatę znajdziecie przede wszystkim na plantacach w Yunnanie, na południu Chin. Charakteryzuje się tym, że można ją przechowywać latami, bez utraty specyficznego, silnego zapachu i smaku. Ponoć jest najzdrowszą z herbat.

Innym rodzajem herbat jest ulung, czyli tak zwana herbata z „półfermentacji.” Produkuje się ją głównie na Tajwanie, a proces jest bardziej skomplikowany niż w przypadku pozostałych herbat. Zebrane liście wystawiane są na słońce, aby szybciej zwiędły. Potem wytrząsa się w specjalnych koszach w celu obtarcia brzegów liści. Proces ten powtarza się tak długo, aż liście nabiorą żółtawego koloru. Wtedy poddaje się krótkotrwałej fermentacji, która jednak stanowi nie więcej niż połowę fermentacji herbaty czarnej.

Najstarszym rodzajem herbaty są natomiast tzw. „herbaty prasowane.” Występują w postaci twardych kulek powstałych w skutek wystawiania liści na działanie pary i późnejszym prasowaniu ich oraz suszeniu. W takiej formie herbata trafiła w VIII wieku do Japonii.

Zupełne osobny temat stanowi natomiast kwestia przyrządzania oraz spożywania herbaty. Różne narody Azji rozwinęły picie herbaty w wyrafinowane i wieloznaczne formy kulturowe, które trwają po dziś dzień. Przeciętny Chińczyk nie wyobraża sobie posiłku nie zakończonego piciem herbaty, ale na pewno nie będzie jej pił z byle czego oraz w nieodpowiednim towarzystwie. Chyba najbardziej rozbudowaną postać przyjął japoński ceremoniał picia herbaty, który dokłądnie określa sposób przyjmowania gości w domu, kolejność wykonywania określonych czynności, a nawet sposobu prowadzenia rozmowy. Ceremoniał ten rozwijał się w Japoni już w  – bagatela – XII wieku naszej ery. Do Indii herbata dotarała w postaci „masala chai” czyli słodkiej herbaty podawanej z mlekiem. Do dziś na ulicach indyjskich miast widać ćajwala – sprzedawców herbaty serwujących gorący napój z wielkich czajników. Rosjanie natomiast, którzy prawdopodobnie byli pierwszymi Europejczykami próbującymi herbaty, przyjęli ją w postaci zupełnie odwrotnej – mocnego, czarnego wywaru. Do zachodniej Europy herbata dotarła przez Portugalię i kraje arabskie w XVI wieku. Sto lat później herbatę pito już na całym świecie – zdecydowanie jest to jeden z pierwszych produktów o globalnym zasięgu w historii ludzkości.

Indonezyjczycy piją herbatę czarną i nieprawdopodobnie wręcz słodką, Hindusi mieszają ją z mlekiem i przyprawami, w Nepalu, Tybecie i Mongolii podaje się ją z tłuszczem i solą (nie polecam), Chińczycy i Japończycy piją ją niemalże z nabożną czcią, Anglicy podają ją o 5 po południu, reszta świata pije herbatę kiedy chce i jak chce. A Ty? Jak ty pijesz swoją herbatę?

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.