Społeczeństwo. Pornografia po indonezyjsku.

LunaMaya-CutTari-Ariel

Pod koniec maja 2010 roku Nazrilowi Ihram, znanemu lepiej jako Ariel Peterpan – indonezyjskiemu celebrycie największego kalibru, liderowi jednego z najpopularniejszych zespołów w Azji, ukradziono laptopa. Niedługo potem Indonezją wstrząsnął jeden z największych skandali obyczajowych ostatnich lat, który do dziś jeszcze rozpala wyobraźnię nastolatków i wyrzuca palące rumieńce wstydu na twarzach okutych w dżilbaby dziewcząt. Do internetu przedostały się bowiem trzy filmy, na których idol milionów kolejno uprawia sex z boginiami indonezyjskiej telewizji – swoją byłą dziewczyną i znaną prezenterką telewizyjną Cut Tari oraz swoją obecną partnerką, Luna Maya – piosenkarką, aktorką i super-gwiazdą, której twarz codziennie spoglądała na Indonezyjczyków z tysięcy billbordów we wszystkich miastach archipelagu.

Niesamowite, w jakim tempie film rozprzestrzenił się w sieci – szczęśliwym posiadaczem pikantnej kopii był każdy właściciel komputera bądź chińskiej podróbki smartphona z dostępem do internetu, która wydaje się być niezbędnym elementem wyposażenia każdego bezrobotnego w Indonezji.

W ciągu tygodnia od chwili, gdy w lokalnej TV usłyszałem o skandalu po raz pierwszy, o filmach mówili i pokazywali je sobie nawzajem już dosłownie wszyscy. Fragmenty widziałem kilkanaście razy – prezentowali mi je moi pracownicy, kierowcy, taksówkarze, lokalni przewodnicy, „beach boye” na plaży, gdzie chodzimy na surfing, sprzedawcy w sklepach, mechanicy w warsztacie robiący przegląd mojego motoru – Airel i Luna Maya raz jeszcze zawładneli umysłami i językami narodu.

Wyjaśnijmy od razu, że filmy były domowej roboty „produkcją” z prywatnej sypialni; coś w rodzaju „sekretnej kolekcji” Ariela, który ewidentnie nie zamierzał ubiegać się o żadne „branżowe” nagrody; prawdopodobnie nawet nie chciał nigdy nikomu filmu pokazywać. Na kilkuminutowym nagraniu niewiele zresztą widać; „kamerzystą” był sam Ariel, który w zrozumiały sposób zajęty był czym innym i nie był w stanie utrzymać kadru, tak więc przez sporą część filmu rozczarowani widzowie oglądają sufit w jego sypialni bądź podziwiają fakturę pościeli. Ot, gdzieniegdzie pojawia się kawałek kobiecej piersi, pozycja psa z głową w górze, psa z głową w dole, ewentualnie powitanie słońca, Ariel ziewa, dziewczyna wstaje, Ariel idzie umyć zęby. Nuda.

W Indonezji jednak wybuchła bomba. Na ulice jawajskich miast wyszły wielotysięczne demonstracje w obronie islamskiej moralności, żądające surowej kary dla celebrytów. W telewizji pokazywano kilkuletnie dzieci z surowymi transparentami, zaciśnięte pięści, gniewne twarze, palone, względnie wieszane kukły, Koran, zielone flagi, rewolucja. Sprawy nabierały tempa i sytuacja wymykała się spod kontroli.

Do głosu zaczęli dochodzić islamscy fundamentaliści, którzy najchętniej widzieliby Indonezję zjednoczoną z talibskim Afganistanem. W końcu rząd zmuszony był zainterweniować. Ariel został aresztowany i oskarżony o propagowanie pornografii, co w Indonezji jest przestępstwem zagrożonym karą wieloletniego więzienia. Na pytanie, czy skandal nie pokazuje, że to może najwyższy czas, by rozważyć wprowadzenie edukacji seksualnej do indonezyjskich szkół, minister edukacji odpowiedział krótko: „nie!” W zamian zarządził natomiast konfiskatę telefonów komórkowych w szkołach i surowe kary dla tych, u których znaleziono treści „niezgodne z duchem islamu.” Sprawa wywołała gorącą debatę w indonezyjskim parlamencie.

Aby wszyscy posłowie mogli zapoznać się z bulwerującym materiałem, rząd urządził w sali plenarnej parlamentu specjalną projekcję filmów z Arielem i Luną Mayą w rolach głównych. Internet i media w sąsiednich krajach pękały ze śmiechu.

Indonezyjski rząd organizuje sobie sesję porno!” – donosiły tytuły zagranicznych gazet. „Parlamentarna lista obecności onanistów” – szydziły fora internetowe. Obecni na pokazie posłowie, „specjaliści” (od pornografi??) i prawnicy zgodnie uznali jednak, że zaprezentowany materiał miał charakter pornograficzny i jest sprzeczny z wprowadzoną w 2008 roku ustawą antypornograficzną.

Sąd zgodził się najwyraźniej z oceną parlamentarzystów i skazał Ariela na trzy i pół roku więzienia. Luna Maya i Cut Tari zniknęły z przestrzeni publicznej, ich kariery legły w gruzach, a one same ze strachem czekały w aresztach domowych na wyroki sądów w ich sprawach (zostały w końcu uniewinnione). Plotka niesie, że w te długie, letnie miesiące 2010 roku, dużo więcej celebrytek czmychnęło na wszelki wypadek z Dżakarty za granice, nie były bowiem pewne zawartości twardego dysku Ariela.

Konserwatywni politycy szybko wykorzystali skandal i oburzenie społeczeństwa do wprowadzenia kolejnych ustaw zmierzających do powrotu cenzury i ograniczania wolności mediów w Indonezji. Cenzura w internecie dotknęła nie tyle stron o treści xxx, co bardziej mediów społecznych i forów krytykujących władzę za korupcję, niszczenie środowiska i nieudolność.

Opozycji argumentującej, że w kraju, który dopiero wszedł na drogę demokracji po trzech dekadach wojskowej dyktatury Suharto, wprowadzanie cenzury jest krokeim wstecz, minister informacji, Basuki Yusuf oznajmił, że „demokracja nie oznacza całkowitej wolności” i wymusił na dostawcach internetu oraz operatorach komórkowych, aby udostępnili swoje serwery rządowym agencjom. Indonezyjski Wielki Brat mógł zobaczyć już wszystko.

Jeszcze przed skandalem z Arielem, w 2008 roku, indonezyjski parlament ostatecznie przegłosował kontrowersyjną „ustawę antypornograficzną,” która należy do najbardziej restrykcyjnych przepisów tego rodzaju na świecie. Nazwa jest bardzo potoczna, gdyż ustawa nie dotyczy samej pornografi, ile bardziej próbuje regulować obyczajowość indonezyjskiego społeczeństwa według muzułmańskich wzorców.

Trzeba pamiętać, że 85% z dwustu sześćdziesięciu milionów mieszkańców Indonezji wyznaje islam, co czyni Indonezję największym, muzułmańsim narodem świata. Sęk w tym, że większość z nich mieszka na Jawie (na jednej wyspie mieszka aż sto sześćdziesiąt milionów ludzi!), a mieszkancy odległych wysp na wchodzie kraju tworzą często hermetyczne społeczności chrześcijańskie (Flores, Alor), hinduistyczne (Bali) bądź animistyczne (Papua, wschodnia Nusa Tenggara, Borneo).

Nie wszyscy zatem podzielają moralizatorskie i misjonarskie zapędy muzułmańkich pratii ze stolicy. Inna rzecz, że Indonezja, w świetle konstytucji jest sekularną republiką, gdzie obowiązuje wolność wyznania. Dyskusja nad kontrowersyjną ustawą trwała ponad dziesięć lat i przechodziła kuriozalne etapy. W końcowej fazie, gdy muzułmańska Liga Ochrony Islamu forsowała swoją wersję przepisów, przewidujących m.in. kary finansowe za “lubieżne ubieranie się”, cały projekt poddano miażdżącej krytyce ze strony liberalnej opozycji. „Co zrobimy z Bali i z turystkami wylegującymi się w bikini na plaży?” – pytała opozycja – „Chcecie zakręcić ten kurek z pieniędzmi?” „Oczywiście, że nie” – padła niechętna odpowiedź – „Bali uczynimy wyjątkiem.” „A co w takim razie zrobimy z plemionami na Papui, które chodzą po lesie nago??” „Dla nich też uczynimy wyjątek.” „A Dayakowie na Borneo?” „Wyjątek.” „A półnagie kobiety z wiosek we wschodnim Nusa Tenggara??” „Wyjątek.” I tak dalej, i tak dalej.

Nic dziwnego, że pro-islamscy demonstranci, którzy podczas obrad nad ustawą otoczyli budynek parlamentu, nosili transparenty mówiące: „islamskie prawo nie tylko tylko dla Muzułmanów!” Widocznie przerażała ich liczba planowanych wyjątków. Ostatecznie ustawa przeszła (tłum w Dżakarcie bił brawo), w mniej radykalnej postaci, która nadal przewiduje jednak do dwunastu lat więzienia za „publikowanie nieobyczajnych treści”, do dwóch lat więzienia za ściąganie pornografi z sieci, kary więzienia i grzywny za wwożenie „materiałów niezgodnych z islamem” oraz cenzuruje internet i operatorów komórkowych. Ofiarami nowego prawa była m.in. grupa tancerek z Bandungu, którym groziły ciężkie wyroki za taniec na rurze w jednych z nocnych klubów, redakcja indonezyjskiej edycji Playboya (wersja super-soft, przypominająca raczej magazyn mody dla panów), która w obawie o własne życie przeniosła się z Dżakarty na Bali, a w końcu Ariel i Luna Maya.

Rozluźnienie nadeszło w kwietniu 2011 roku, gdy Arifinto – członek Islamskiej Partii na Rzecz Rozwoju i Sprawiedliwości oraz jeden z głównych twórców „ustawy antypornograficznej”, znany ze swych radykalnych wypowiedzi dotyczących obrony islamskiej moralności, przyłapany został przez dziennikarzy na – oczywiście – oglądaniu pornografii na swoim tablecie podczas sesji parlamentarnej. Takiej burzy nie przetrzymałby żaden polityk, choćby miał nawet uśmiech Tuska. Ustępując ze stanowiska Arifinto zapewnił jednak, że „będzie kontynuował swoją pracę dla partii oraz na rzecz kraju i islamu,” oraz że „będzie czytał Koran i szukał w nim wskazówek dla siebie.” Powodzenia panie ministrze.

Burza wokół islamskiego polityka skompromitowała też samą ustawę, która została zliberalizowana i odłożona pod stół. Ograniczono cenzurę internetu, Ariel wyszedł z więzienia po niecałych dwóch latach i stał się idolem już nie tylko nastolatek, ale też wszystkich, którzy mają ochotę narobić w Indonezji trochę fermentu. Tylko Luna Maya nie pokazuje się jakoś w telewizji. Można ją spotkać w jednym z barów na Bali, który należy do jej brata. Wygląda na to, że bardzo jej odpowiada, że coraz mniej osób ją rozpoznaje.

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.