Postacie. Eka. Część 1

DSC_0413

Nie dalej jak tydzień temu do naszego biura wpadł Eka informując radośnie, że jego żona za dwa dni wychodzi za mąż… „Była” żona powinienem nadmienić, chociaż pomimo formalnego rozwodu z punktu widzenia balijskiego prawa obyczajowego sprawa nie do końca jest jasna. Eka wyglądał na zadowolonego, więc – z mniej lub bardziej mieszanymy uczuciami – pogratulowaliśmy mu, chociaż nie do końca byliśmy pewni czego. Eka posiedział chwilę, dopił kawę poczym wrócił piętro niżej do pracy. Jak tylko zamknęły się za nim drzwi spojrzeliśmy na siebie z Anką – moją przyjaciółką i wspólniczką, i pokręciliśmy z niedowierzaniem głowami. Jedna z najdziwniejszych, najbardziej nieprawdopodobnych historii ekspackich na Bali zatoczyła właśnie koło.

Eka jest jednym z moich najstarszych kumpli na wyspie, zatem w ciągu ostatnich sześciu lat mimowolnie byłem świadkiem kolejnych odsłon tej historii, która stanowić by mogła podwaliny scenariusza serialu budzącego zdecydowanie większe emocje i kontrowersje niż śmierć Hanki Mostowiak. (Uprzedzając złośliwe pytania: nie, nie oglądałem serialu, musiałem tą informację wygooglować!) Zawsze twierdziłem, że życie pisze lepsze scenarusze niż jakikolwiek scenarzysta.

Zacznijmy od tego, że Eka wcale nie ma na imię Eka. Nazywa się Scott, pochodzi z Arizony i jest moim rówieśnikiem. Mając niewiele ponad dwadzieścia jeden lat poznał w Stanach Balijkę, w której – spuszczając zasłonę milczenia na okoliczności – się zakochał, która zaszła z nim w ciążę i z którą się ożenił. Po jakimś czasie dziewczyna musiała wracać do Indonezji i przekonała Ekę, żeby przenieść się na Bali i zamieszkać z jej rodziną. Eka, którego w Stanach nie trzymały żadne wyjątkowe perspektywy poza możlwiością zaciągnięcia się do armii lub pracą na budowie, postanowił dać temu szansę.

Nie wiedział wtedy jeszcze, że jego życie jako Scott ma się niedługo zakończyć i stanie się kimś, kogo wówczas prawdopodobnie nie był sobie nawet wstanie wyobrazić. Znając poziom wiedzy przeciętnych Amerykanów na temat geografii i kultury innych krajów, mogę uwierzyć, gdy Eka opowiada, że przeprowadzając się na Bali nie miał nawet większego pojęcia, gdzie jest Indonezja. Jednak życie na tropikalnej wyspie, palmy, plaże, imprezy i punkt zaczepienia w postaci względnie zamożnej rodziny żony z pewnością przemawiało do wyobraźni. Szybko jednak okazało się, że życie na Bali będzie od niego wymagało dużo więcej niż ciężkiej pracy i konieczności nauczenia się nowego języka.

Arie, żona Eki jest jedyną (w dodatku adoptowaną) córką wysoko postawionego członka banjaru, pochodzącego na dotatek z wysokiej kasty. Co to jest banjar – opiszę szczegółowo innym razem, teraz trzeba Wam jedynie wiedzieć, że jest to coś na kształt gminy, która w stu procentach reguluje każdy aspekt życia swoich członków. W kulturze balijskiej posiadanie męskiego potomka jest bardzo istotne, a po ślubie kobieta tradycyjnie „podąża za mężczyzną”, co oznacza, że przechodzi do rodziny (a więc i banjaru) męża. Jeżeli dochodzi do małżeństwa osób wyznających różne religie, to żona jest również tradycyjnie zmuszona przyjąć nową wiarę (co w Indonezji jest kwestią dość problematyczną, więc zdarza się rzadko).

Męskie potomstwo małżonków przedłuża zatem linię rodziny męża, co ma tym większe znaczenie, im wyższy status kastowy i finansowy ma jego rodzina. Ważne jest też to, że w systemie kastowym na Bali możliwość przejścia między poszczególnymi kastami jest bardzo ograniczona (w Indiach wręcz niemożliwa) i związana z małżeństwami właśnie. W największym skrócie wyjaśnić można to tak: kiedy mężczyzna z wysokiej kasty bierze za żonę kobietę z niższej kasty, to jego żona zostanie „podciągnięta” do kasty męża. Jednak w odwrotnym przypadku, kiedy to kobieta z wysokiej kasty chce wyjść za mąż za mężczyznę z niższej – ona i jej potomstwo zostanie zdegradowane do kasty męża. Jeśli natomiast balijska „arystokratka” wyjdzie za „nie-Balijczyka” (może to być równie dobrze Muzułmanin z sąsiedniej wyspy jak i biały z Ameryki), wtedy zostaje ona całkowicie wykluczona z balijskiej społeczności, traci swój status, przywileje, dostęp do świątyń, ceremonii, nie zostanie skremowana itd.

Ze społeczno-kulturowego punktu widzenia osoba taka umiera, w skrajnych przypadkach członkowie jej rodziny mogą nawet odmówić spożywania posiłków przy wspólnym stole. Wykluczenie ze społeczności, banjaru może się także wiązać ze stratą ziemi (która teraz na Bali jest warta miliony), władzy, wpływów, sporych pieniędzy. Arie nie była może balijską księżniczką, której ojciec siedzi na milionach, jednak z uwagi na brak innego, zwłaszcza męskiego, potomstwa, jej rodzina kategorycznie zażądała, aby Eka przeszedł na Hinduizm i stał się de facto głową rodziny, biorąc na siebie wszystkie zobowiązania, które się z tym wiążą. Wierzcie mi – jest tego sporo.

Kiedy decyzja o zrobieniu Eki (wtedy jeszcze Scotta) białym Balijczykiem zapadała na walnym spotkaniu rodzinnym, Eka nie był na nie nawet zaproszony. Z prostego powodu – nikt w rodzinie, poza jego żoną, nie potrafił powiedzieć słowa po angielsku, spotkanie odbyło się zatem w języku balijskim. Eka z Denver przeniósł się na balijską wieś, gdzie zamieszkał z kilkunastoosobową rodziną teściów, którzy przez większość czasu zajęci byli składaniem ofiar w świątyniach i przeganianiem złych duchów, nikt nie miał „normalnej” pracy, gdzie każdy aspekt prywatnego życia dyskutowany był publicznie i wszyscy wszystko wiedzieli o sobie nawzajem. Dookoła ich posiadłości biegały psy, koguty i świnie, w domowej świątyni codziennie wznoszono modły, a od rana na werandzie zbierały się kobiety z całego banjaru, by wspólnie wyplatać ozdoby z bananowych liści. Nawet Arie z imprezowej nastolatki, jaką Eka poznał w Stanach przeobrażała się w balijską kobietę w sarongu z wdziękiem podpalającą kadzidła na kamiennych ołtarzach świątyń. Eka opowiadał, że czuł się jak na obcej planecie; w innym, niezrozumiałym, ale fascynującym świecie.

Nie mineło wiele czasu, aż Eka sam założył na siebie sarong i wszedł do świątyni. W obecności licznej rodziny oraz mieszkańców całej wioski Eka powtarzał niezrozumiałe, sanskryckie teksty, pił świętą wodę, składał ręce w ofiarnym geście, odpalał kadzidła, słuchał mantr nuconych przez manggku (balijskiego kapłana) i czekał aż ceremonia dobiegnie końca.

Pamięta, że było gorąco jak w piekle, udang (biała chusta, którą balijscy mężczyźni zakładają podczas ceremonii) odparzał mu czoło, oblewał się potem, a dźwięk gamelanu doprowadzał go do szaleństwa. W końcu na progu świątyni kazano mu rozbić kokos – symbol życia, w jego przypadku oznaczający koniec jednego życia i rozpoczęcie nowego. Trach! – pękła włochata skorupa, woda trysnęła na wiekowe kamienie, Scott umarł, narodził się Eka. „Witaj synu” miał po raz pierwszy powiedzieć jego teść, gdy ceremonia dobiegła końca. Eka w sanskrycie oznacza „jeden” lub „pierwszy.” Nie jest to klasyczne imie balijskie (Balijczycy używają wielu imion – m.in. nadawanych wg. kolejności narodzin, ale o tym kiedy indziej), ale jego znaczenie było dla wszystkich czytelne. Oto banjarowi przybył nowy, pełnoprawny członek. Ojciec pozyskał syna. Wkrótce Arie urodziła syna, a więc wnuk zabiezpieczył przetrwanie linii. Wszystko było tak, jak być powinno. Tylko Eka nie wiedział jeszcze jak bardzo zmieni się jego życie…

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.