Za, a nawet przeciw

Adam Blog

Brian Johnson (swoją drogą mieszkający przez lata w Ubud, na Bali), autor popularnej w Stanach serii książek „Philosopher’s Notes”, uczy nas, że skutecznie możemy poprawić jakość swojego życia poprzez stawianie sobie właściwych pytań i udzielanie na nie szczerych odpowiedzi. Postanowiłem pójść za jego radą i rozłożyć swoje indonezyjskie życie na czynniki pierwsze rozpisując dziesięć powodów, dla ktorych kocham swoje życie w Indonezji/Azji oraz dziesieć powodów, dla których mam czasami Azji serdecznie powyżej uszu. Wyniki są dość ciekawe (przyznaję, że sam byłem zaskoczony), dlatego też zdecydowalem się nimi z Wami podzielić.

Dziesięć powodów dlaczego życie w Indonezji jest fantastyczne:

1) Pogoda

Oczywiście, że pogoda. Trwajace równo dwanaście godzin dni, przez okrągły rok zaczynające się i kończące mniej – więcej o tej samej godzinie. Nieograniczony dostęp do słońca, dzięki któremu człowiek funkcjonuje niczym żywy panel solarny. Plaże, palmy, otwarte dachy samochodów, miliony modeli okularów przeciwsłonecznych. Gra kolorów na rozgrzanym powietrzu. Pełne ulgi i pozbawione lepkości, ciepłe wieczory. Jeśli dodamy to tego fakt, że mój dom znajduje się 5 minut na motorze od plaży i mogę wskoczyć do oceanu o każdej porze dnia i nocy to argument „za” będzie kompletny. Co prawda pisząc te słowa mam akurat przerwę w dostawie prądu, co wiąże się z niedziałającą klimatyzacją i brakiem bieżącej wody, ale nawet zalewanie się potem i codzienna zmiana pościeli jest lepsze niż odmrażanie samochodu w kwietniu.

 

2) Odmieność codzienności

Ten agrument traci może na aktualności w miarę upływających lat, gdyż im dłużej mieszkam w Azji tym mniej intrygują mnie jej dziwactwa (czasami wogóle nie zwracam już na nie uwagi), a jednak nie mogę zaprzeczyć, że to właśnie ciekawość tego, jak żyją i co jedzą ludzie na drugim końcu świata była najsilniejszym motorem wypychającym mnie do podróżowania. I mimo, że minęło już dwanaście lat od kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Azji i mój szczenięcy zachwyt INNOŚCIĄ dawno już okrzepł, to czasami wciąż jednak przyłapuję się na prostej przyjemności czerpanej z rozglądania się dookoła. I wtedy na nowo dostrzegam, że wokoło rosną palmy i jest tak zielono; że za rogiem trwa walka kogutów i pół dzielnicy obstawia zakłady, że wyprzedziła mnie właśnie sześcioosobowa rodzina jadąca na jednym skuterze, a facet na plaży kąpie się w koszuli i w motocyklowym kasku na głowie (dla wyjaśnienia: żeby się nie opalić). Mieszkając w Azji czuję się czasami jak na planie zdjęciowym filmowej produckji klasy B z Hong Kongu w latach siedemdziesiątych, a ten rodzaj „estetyki” i komizmu zawsze serdecznie mnie bawił.

 

3) Kultura

Wartościowanie kultur jest nieuprawnione i do niczego nie prowadzi (za Malinowskim: kultury nie są lepsze lub gorsze, lecz po prostu inne), jednak sposób i formy uczestnicwa w kulturze bardzo dużo mówią o danym społeczeństwie. W Azji odpowiada mi to, że kultura nie jest zinstytucjonalizowana, że wychodzi na ulice, że uprawia się ją w każdym zakamarku miast i wsi, a świątynie i meczety to jednocześnie żywe miejsca spotkań i interakcji między ludźmi. Podoba mi się brak granicy między sacrum i profanum, swoboda przejścia między obszarami, które na Zachodzie rodziela wyraźna granica. Na Bali jest to szczególnie widoczne – codzienne ofiary, zapach kadzideł unoszący się w powietrzu, barwne procesje i muzyka gamelanów mieszają się z rozgadanym przez komórki tłumem, turystami popijającymi piwo w knajpach i znudzonymi kierowcami cierpliwie czekającymi w korku, aż wierni przejdą do świątyni. W Azji kultura ma wyraźny zapach, kształt i intensywny kolor, podczas gdy na Zachodzie częściej zamknięta jest w muzeach, filharmoniach i kościołach.

 

4) Kuchnia

Jestem wegetarianinem od 15 roku życia, zatem kuchnia azjatycka to dla mnie prawdziwy raj. Tempe, tofu w każdej odmianie, do tego fantastycznie przyprawione warzywa i świeże owoce, ktorych nazw w Europie nawet nie słyszeliśmy. Kuchnia indonezyjska jest bardzo zróżnicowana i choć pozostaje daleko w tyle za kuchnią tajską, indyjską lub wietnamską, to jednak ma sporo do zaoferowania.

 

5) Natura

W ciągu 5 minut od wyjścia z domu mogę kąpać się w oceanie lub spacerować pomiędzy polami ryżowymi, w ciągu 20 minut mogę łapać fale podczas surfingu, a w ciągu 30 minut nurkować na fantastycznej rafir koralowej. 90 minut jazdy samochodem dzieli mnie od najbliższego wulkanu, troszkę mniej od gęstego lasu deszczowego zamieszkanego przez dzikie zwierzęta. Krótkie przeloty lokalnymi liniami lotniczymi odzielają mnie od orangutanów na Borneo, kanibali na Papui lub łowców wielorybów na Lembata. 17 tysięcy wysp, kilkadziesiąt mórz, tysiące wulkanów, setki kilometrów raf koralowych, bezkresna dżungla, setki endemicznych gatunków roślin i zwierząt, wyizolowane plemiona – mieszkając w Indonezji mam to wszystko na wyciągnięcie ręki.

6) Wolniejsze tempo życia

Ten argument na pewno napotka swój kontrargument w kolejnym poście. Poza tym, zdecydowanie nie dotyczy całej Azji, zwłaszcza mieszkańców japońskich, czy koreańskich metropolii. Kontemplacja, spowolnienie są jednak głęboko zapisane w azjatyckiej kulturze, zwłaszcza w hinduistycznym i buddyjskim kręgu kulturowym. Wiąże się to również z zupełnie innym pojmowaniem czasu niż w Europie. Na Zachodzie czas to oś, wektor wskazujący postęp lub cofanie się w czasie. W Azji czas ma raczej charakter punktu lub koła, co oddaje trwanie chwili lub powtarzalność cykli życia i śmierci, żniw, pór roku. Co prawda umawianie się z Azjatą na konkretną godzinę lub próby zmobilizowania podwładnych do szybszej i wydajniejszej pracybywa bardzo frustrujące, to jednak ucieczka od wyścigu szczurów wyraźnie poprawia jakość życia. I chociaż wiem, że jest to często piękna iluzja, ale patrząc na Balijczyków spędzających całe dnie na przesiadywaniu z sąsiadami i rodziną to zazdroszę im spokoju.

 

7) Ceny

Choć Azja potrafi być potwornie droga to jednak standard życia jest zdecydowanie wyższy niż w Europie za porównywalne pieniądze. Bardzo sobie cenie możliwość wynajęcia domu z basenem niedaleko plaży za cenę miesięcznego wynajęcia kawalerki w Warszawie… Jeśli jednak najdzie mnie ochota na dobry ser lub butelkę wina to mina mi już jednak rzednie.

 

8) Cały świat w najbliższym sąsiedztwie

Gdyby moi przyjaciele zapomnieli nagle języka angielksiego nasze wspólne imprezy przypominałyby moment upadku wieży Babel. Na Bali mieszka już cały świat – Azjaci, Europejczycy, Amerykanie, Arabowie, Afrykańczycy. Jednym z moich najlepszych kumpli jest amerykański Indianin, prawdziwy Komancz, który jest na wyspie popularnym dj’em – zupełnie inaczej wyobrażałem sobie spotkanie z Komanczami czytając Karola Maya. Ta wielość kultur, języków, doświadczeń, historii i perspektyw jest fantastyczna i niezwykle inspirująca.

 

9) Nieograniczone możliwości

Azja rozwija się niezwykle szybko i dynamicznie, ale część społeczeństw azjatyckich niekoniecznie nadąża za tępem przemian i ciągle brakuje im specjalistów zdolnych objąć kierownicze, menadżerskie stanowiska. Bycie Europejczykiem, posiadanie zachodniego wykształcenia, nawet jeśli jest się absolwentem szerzej nieznanego uniwersytetu w Polsce (bo kto tu przecież słyszał o Poznaniu!) jest tutaj ogromnym atutem, który potrafi bardzo ułatwić znalezienie sobie zajęcia. Niezależnie od tego jak kontrowersyjne by to nie było – biali w dalszym ciągu cieszą się w Azji bardzo specjalnym statusem, a więc już samo pochodzenie z Europy, Ameryki lub Australii wiąże się z różnymi przywilejami. Czasami spektakularne sukcesy w Indonezji mają dość kuriozalne historie. Na bilbordach w Dżakarcie pojawiają się przeciętni „Kowalscy”, którzy zostają nagle modelami lub telewizyjnymi gwiazdami drugiego, w Malezji celebrytą-milionerem został chłopak, który wymyślił sobie wcześniejszą karierę telewizyjną w UK (i nikt tego nie zweryfikował), a na Bali turystki dorabiają sobie na wakacjach pozując do zdjęć reklamowych lub tańcząc w teledyskach. Wśród największych gwiazd indonezyjskich celebrytów jest i polski akcent – polsko indonezyjska “gwiazdeczka”,Tamara Bleszynski (swoją drogą, poniższy fimik pokazuje, że dziewczyna ma naprawdę oddanych fanów, haha):

 

10) Przygoda

Moje życie w Azji, moja praca, rzucają mnie w najdziwniejsze miejca: w środek dżungli, na szczyty wulkanów, a pustynie lub wzburzone morza. Chyba jeszcze nigdy nic nie poszło w 100% według założonego planu, nie raz trzeba było improwizować, podejmować dramatyczne decyzje, wyprawy często przybierały nieoczekiwany obrót. Uwielbiam to. Mam to niesamowite szczęście, że moja pasja jest jednocześnie moją pracą i źródłem utrzymania. Uważam, że jest to duże, życiowe osiągnięcie, którego życzę każdemu z Was..

 

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.