Ostatni Post Blog

Krwawe igrzyska czyli sprawiedliwość po indonezyjsku.

067819-f9e2e4b6-9e21-11e4-b35a-60c8936f3ab6

Od kilku tygodni indonezyjską wyspą, o której najwięcej mówi się w mediach, przynajmniej w Australii i w samej Indonezji, nie jest bynajmniej Bali, ale maleńka Nusa Kambangan u wschodniego wybrzeża Jawy. Na wyspie nie ma rajskich plaż, tysiącletnich zabytków, ani …

czytaj dalej

Maluki – Wyspy Korzenne.

IMG_0375

W archiwach Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej zachowały się dzienniki kapitana Nahaniela Courthope’a – barwnej, acz niemal zupełnie już zapomnianej postaci Epoki Wielkich Odkryć Geograficznych i tzw. „Wyścigu o Przyprawy” („Spice Race”, jak nazywają ten okres historyczny Anglicy), którego straczeńcza odwaga i …

czytaj dalej

Anatomia lepkiej ręki: korupcja, czyli co trzyma Indonezję w trzecim świecie…

Tahanan_Koruptor1

Franz Kafaka w tropikach. Pewnego dnia nasza indonezyjska partnerka w biznesie, została wezwana do URZĘDU. Kto dokładnie wzywał, po co – nie powiedzieli, ale kazali się stawić w Denpasar na rozmowę w sprawie firmy i zatrudnionych w niej obcokrajowców. Czyli …

czytaj dalej

Merdeka, czyli marsz po równi pochyłej.

MERDEKA_by_indonesia

Dzisiaj cała Indonezja maszeruje. Satu – dua, satu – dua! (Raz – dwa, raz – dwa). Mundurki szkolne, mundury policyjne, wojskowe pagony, frędzle i czapki. Flagi czerwono – białe (odwaga i czystość). Przemówienia i apele. Maszerują uczniowie, maszerują żołnierze, żony …

czytaj dalej

Jedną ręką pisane, czyli o tym jak znowu udało mi się nie zginąć.

10526003_10152551086860902_3282874359200102924_n

 Mój pies mnie olał, ale Godżi – śmierdząca pupilka moich sąsiadów, najwyraźniej czuje dziś ze mną jakąś solidarność, bo nie odstępuje ode mnie na krok. Pasujemy dziś do siebie wyjątkowo, Godżi i ja.  Ona – trzynoga paskuda, porzucona przez poprzednich …

czytaj dalej

Koniec podróży. Część 2 – walcząc o Bali…

10403665_506327812800990_6623815597613552144_n

Nie wiem, jak Wy, ale ja w podróżach najbardziej ceniłem sobie doświadczanie inności. W każdej, możliwej postaci. Nie do końca interesowały mnie pomniki historii i wszystkie te „miejsca, które należy zobaczyć.” Taki Taj Mahal, na przykład, zobaczyłem dopiero chyba podczas …

czytaj dalej

Koniec podróży. Część 1.

DSC_0521

Bam, bam, bam! Słyszycie? To ja. Biję się w pierś. Mocno. Za to, że tak zaniedbałem ostatnio zOrientowanego. Że z obietnicy konsekwentnego pisania co tydzień wyszło niewiele więcej niż jednej-dwa teksty w miesiącu. Przykro mi. Głupio mi. Wstyd mi. Kajam …

czytaj dalej

Nyepi – balijski Nowy Rok

IMG_0764

Ponad cztery miliony mieszkańców Bali zniknęło wczoraj z ulic miast i wiosek i pozamykało się w domach. Turystom nie wolno było opuszczać hoteli, zamknięto szkoły, urzędy, sklepy i restauracje. Nie działało lotnisko, porty i zamarła wszelka komunikacja miejska. Wyłączono kablówkę, …

czytaj dalej

Pasola – krwawe igrzyska

27

Najpierw polała się kurza krew. Dużo kurzej krwi. Na plaży w Wanokaka, oświetlonej trupio bladą poświatą księżyca, zebrało się kilkunastu kapłanów Merapu, z kórych każdy w skupieniu grzebał patykiem w parujących jeszcze wnętrznościach złożonych w ofierze kurczaków. Wszyscy cmokali i …

czytaj dalej

Azjatycka ciemna strona mocy

101_4206

Ciemna strona balijskiej mocy związana jest – jak u klasyków z Gwiezdnych Wojen – z gniewem, strachem, egoizmem, zazdrością i żądzą potęgi. Przeciwieństwem poczciwego baliana Ketuta, o którym pisałem w ostatnim wpisie, jest leyak – mistrz czarnej magii; postać na myśl o której przeciętnemu Balijczykowi znika uśmiech z twarzy, a po plecach przebiegają zimne dreszcze. Zazdroszcząc mocy bogom, leyakowie zawiązują pakt z Randgą – Królową Demonów, Pożeraczką Dzieci, Panią Ciemności; która staje się ich patronką i źródłem magicznych mocy. Swoją śakti – magiczną energię – wykorzystują do własnych, egoistycznych celów – wzbogacenia się, przejęcia kontroli nad czyimś umysłem – i nie wahają się użyć jej do wyrządzenia komuś krzywdy.

czytaj dalej

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.