Nyepi – balijski Nowy Rok

IMG_0764

Ponad cztery miliony mieszkańców Bali zniknęło wczoraj z ulic miast i wiosek i pozamykało się w domach. Turystom nie wolno było opuszczać hoteli, zamknięto szkoły, urzędy, sklepy i restauracje. Nie działało lotnisko, porty i zamarła wszelka komunikacja miejska. Wyłączono kablówkę, a w niektórych miejscowościach odłączono prąd i internet. Za dnia na ulicę nie wyjechał ani jeden samochód lub motor, nocą zaś wyspa pogrążyła się w  absolutnych ciemnościach – na całej Bali nie zapaliła się ani jedna uliczna latarnia, w ani jednym oknie nie widać było światła. Zapadła martwa cisza, przerywana jedynie wyciem wygłodniałych psów wałęsających się po ulicy i pianiem kogutów. Bali pachniała, oddychała i brzmiała Naturą – deszczem, wiatrem, żabami, cykadami i gekonami przyklejonymi do ścian. Ani śladu ludzkiej obecności, żadnej muzyki, telewizji, prujących silników. Pustka. Kataklizm? Wojna? Atak terrorystyczny? Stan wyjątkowy? Jakiś wirus, kocia grypa, kacze przeziębienie, epidemia, kwarantanna? Gdzie tam. To tylko obchody Nyepi – Balijskiego Nowego Roku! Od dzisiaj na Bali zaczął się rok 1936! Wszystkiego najlepszego! Jak ten czas leci, nieprawdaż? Wydawałoby się, że lata dwudzieste były dopiero wczoraj. Doprawdy. Nie robimy się młodsi.

Cierpliwsi tez nie. Przynajmniej nie ja. Jeszcze parę lat temu cieszyłem się na nadejście Nyepi; miałem ten lekki dreszczyk emocji, jak u dziecka czekającego na nadejście Gwiazdki. Te wszystkie pochody, ceremonie, wizerunki demonów obnoszone po okolicy, które potem się pali, muzyka gamelanów, tłumy na ulicach w dniu poprzedzającym nastanie Nowego  Roku. Ta tajemnicza, przepełniona grozą aura. A potem cisza, spokój, nic się nie dzieje, masz wymówkę do nie robienia absolutnie niczego. Ot, dzień oglądania seriali na komputerze i nie wychodzenia z łóżka. W tym roku korki w przeddzień Nyepi doprowadzały mnie jednak do pasji, całodzienne śpiewy Balijczyków w świątyni za domem też nie poprawiły mi humoru, ani – tym bardziej – długie kolejki w sklepach wyprzedających na pniu zapasy, jakby Dzień Milczenia miał trwać trzy tygodnie, a nie dobę. Ziritował mnie fakt, że mam siedzieć zamknięty w domu, że muszę zasłaniać okna, aby światło nie wydostało się na ulicę, że nie mogę oglądać telewizji, zamówić pizzy do domu i mam udawać, że mnie nie ma. W tym roku, po raz pierwszy postanowiłem spędzić Nyepi w hotelu. Być może mieszkam tu już za długo, a być może to kwestia wieku – w końcu dla Balijczyków urodziłem się w 1906!

Przygotowania do Nowego Roku zaczęły się już ponad tydzień temu – codzienna krzątanina przy świątyniach, ilość kadzideł i ofiar na ulicach, kobiety wyplatające wszędzie ozdoby – wszystko to przybrało na intensywności, zwiększyło swe natężenie. Przed trzema dniami przez całą wyspę przeszły barwne procesje z ofiarami zmierzające do świątyń na plażach lub przy większych ujęciach wody. To Melasti, potężna ceremonia puryfikacyjna, podczas której obmywa się Arca, Pratima i Pralingga – trzy najważniejsze artefakty przetrzymywane  w świątyniach, reprezentujące najwyższe bóstwa hinduistycznego panteonu. Rytualne obmycie przedmiotów sakralnych reprezentuje jednocześnie oczyszczenie wszystkich członków społeczności z całej, złej energii, którą nagromadzili w ciągu roku.  Następnego dnia odbywa się najbardziej spektakularna część obchodów Nowego Roku – rytuał Bhuta Yajna, popularnie nazywany na Bali Ogoh Ogoh. Tego dnia na całej wyspie odbywa się coś w rodzaju gigantycznego egzorcyzmu, mającego przepędzić negatywną energię z wyspy i wprowadzić ją ponownie w stan naturalnej równowagi. W tym celu buduje się ogromne figury przedstawiające demony, a zwłaszcza jednego – Batara Kala, który reprezentuje całe zło nagromadzone na wyspie. Figury te, zwane Ogoh Ogoh, zbudowane są najczęściej z bambusa oraz masy papierowej i potrafią mieć nawet kilka metrów wysokości. W ostatnich latach, co jest ewidentnie świadectwem bogacenia się Balijczyków, coraz częściej zobaczyć można Ogoh Ogoh zrobione z drożnych, wartych nawet kilkadziesiąt tysięcy PLN materiałów. W tym roku, jeden z Balijczyków, który z gwizdkiem w zębach i papierosem w dłoni usiłował zaprowadzić porządek w absolutnie nie dającym nad sobą zapanować tłumie, pokazał na stojące za nim Ogoh Ogoh i powiedział z dumą: „sto milionów rupii!” (30 tysięcy PLN). „I co” – odpowiedziałem – „do spalenia?” „Do spalenia!” – przytaknął, niemalże klaszcząc z radości w dłonie.

Ogoh Ogoh obnoszone są w uroczystych paradach w okół wioski lub głównymi ulicami miast, aby oczyścić wszystkie miejsca, w jakich zazwyczaj gromadzą się demony. Jest to jednocześnie świetna okazja do pochwalenia się swoją figurą mieszkańcom innych wsi, co z biegiem lat przerodziło się w kosztowną rywalizację pomiędzy banjarami (balijskimi gminami). Niewątpliwie jednak parady Ogoh Ogoh są jedną z najbardziej spektakularnych ceremonii, jaką można zobaczyć na wyspie, która co roku gromadzi setki tysięcy gapiów. Parady kończą się Ngerupuk – rytualnym spaleniem Ogoh Ogoh, co ma przepędzić demony z wyspy i zapewnić jej dobry start w rozpoczynającym się właśnie nowym roku.

To właśnie przepędzone podczas Ngerupuk demony są powodem, dla których następnego dnia nikomu nie wolno wyjść na ulicę. Od północny po zakończeniu parady Ogoh Ogoh, aż do wschodu słońca następnego dnia (czyli nieco ponad dobę) demony mają krążyć nad wyspą i przejąć nad nią całkowitą kontrolę. Balijczycy, a także wszyscy, którzy tego dnia znajdują się na wyspie, zobowiązani są schować się w domach, wyłączyć wszystkie światła i zachować absolutną ciszę, aby przekonać demony, że wyspa jest niezamieszkała i nie sprowokować ich do powrotu. W poprzednich postach pisałem już, jak poważnie Balijczycy i w ogóle – Indonezyjczycy – traktują kwestie magii i czarowania. Nie zdziwicie się więc, gdy powiem, że za złamanie zakazu, nawet obcokrajowcowi, grożą surowe kary, z pobiciem włącznie. Banjary mają specjalne służby porządkowe -Pecalang, którego członkowie z ukrycia obserwują ulice i mają prawo interwencji w przypadku, gdy ktoś łamie zakaz. Kilka lat temu nie zakryłem porządnie okien w domu i skończyło się to rzuconym kamieniem i zbitą szybą. Ale to przecież nic, gdy na szali jest kwestia przepędzenia demonów oraz karma czterech milionów ludzi na cały kolejny rok.

Gdy demony zostaną już przepędzone i wstanie pierwszy dzień nowego roku, nastaje  Ngembak Agni (Labuh Brata) – dzień, w którym oczyszczeni Balijczycy powinni wybaczyć sobie nawzajem wszelkie złości i nieporozumienia i w atmosferze powszechnej zgody rozpocząć nowy cykl. Ciekawe – dziś nie dzwonił do mnie jeszcze żaden Balijczyk, co oznacza, że albo nie zamierzają mi niczego wybaczać, albo nie zalazłem nikomu za skórę. Biorąc jednak pod uwagę charakter mojej pracy i codziennych kontaktów z balijskimi kontrahentami – trudno mi w to uwierzyć.

W każym razie – Balijczykom i Wam – Drodzy Czytelnicy – Selamat Tahun Baru Caka 1936! Szczęśliwego Nowego Roku 1936!

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.