Merdeka, czyli marsz po równi pochyłej.

MERDEKA_by_indonesia

Dzisiaj cała Indonezja maszeruje.

Satu – dua, satu – dua! (Raz – dwa, raz – dwa).

Mundurki szkolne, mundury policyjne, wojskowe pagony, frędzle i czapki. Flagi czerwono – białe (odwaga i czystość). Przemówienia i apele. Maszerują uczniowie, maszerują żołnierze, żony maszerują i sprzedawcy betelu. Wzdłuż dróg maszerują i w telewizji, na paradach. Już od tygodnia młodzież próby odbywała, ustawiała się w karne, równe rzędy, musztrę ćwiczyła, a dzisiaj wszyscy maszerują dla kraju. Dlaczego maszerują? Bo Merdeka jest. Wolność. Niepodległa Indonezja. W telewizji prezydent w Dżakarcie, na Monas (stołeczny Plac Niepodległości) szable, kolorowe rakiety i błyszczące w słońcu samoloty. Wieczorem będą fajerwerki, festyny z muzyką na żywo, zawody w jedzeniu krupuku (krewetkowe chrupki), pokątnie popijany arak (ryżowa wódka) oraz darmowy sate ayam (szaszłyki z kurczaka). Merdeka! Wolność jest.

Sześćdziesiąt dziewięć lat temu do rodziny mieszkańców umęczonej Ziemi dołączył nowy naród. Indonezyjczycy. Dziwny to naród, od początku jakoś niedogadany, wewnętrznie podzielony, wymieszany i niepewny własnej tożsamości. Bo jakże tu nazwać narodem dziesiątki milionów ludzi mówiących ponad dwustoma różnymi językami i siedmiuset dialektami, rozrzuconych na tysiącach wysp, które często nigdy nie miały ze sobą kontaktu, a jak już miały to bohaterowie jednych okazywali sie największymi wrogami drugich i vice versa. Muzułmanie, chrześcijanie, buddyści, hindu, animiści, Malajowie, Chińczycy i Arabowie – mieszanina ras, religii i kultur. Bangsa. Naród.

Właściwie jedynym, wspólnym doświadczeniem „narodowym” Indonezyjczyków był kolonializm, ale i ten występował pod różnymi banderami – jednych ciemiężyli Holendrzy, innych Portugalczycy, jeszcze innym pokazywano brytyjską flagę i obrazy króla w Londynie. Tylko gdzie ten Londyn, panie? A potem przyszli Japończycy, którzy przepędzili białych i powiedzieli Indonezyjczykom, że są narodem i że trzeba im teraz walczyć za cesarza, bo cesarz wyciągnął miecz przeciwko imperialistom i tylko cesarz może im dać wolność. Dziwili się jawajscy chłopi i rybacy na Timorze, że dla wolności narodu trzeba niewolniczo budować mosty w Birmie, umierać z głodu w obozach pracy, oddawać córki do japońskich burdeli wojskowych, a w najlepszym wypadku tylko przekazać imperialnym żołnierzom ostatnie zapasy ryżu i bydła. Cztery miliony ludzi zginęło za cesarza, a potem przyszedł rok 1945, Japończycy uciekli upokorzeni klęską i Indonezyjczycy zostali sami ze swoją wolnością. Bohater-nie bohater generał Sukarno ogłosił niepodległość 17 października w swoim domu na Jl Pegangsaan Timur No. 56 i powiedział w radiu, że teraz jest Republika, on będzie jej prezydentem. Podobno Sukrano wcale nie chciał wtedy deklarować niepodległości – podobno bał się  i uważał, że jest za wcześnie. Wypychać go przed szereg miał Mohammed Hatta, dysydent więziony wiele lat na wyizolowanych wyspach Banda, późniejszy wiceprezydent, który całą tę wolność i niepodległą Indonezję ponoć wymyślił, a mimo to właśnie Sukarno nazywają dumnie Proklamatorem. Nazywali go też Wielkim Podrywaczem. Sukarno miał sześć żon, które kolejno porzucał dla kolejnych (poza ostatnią, którą bez rozwodu zostawił dla dziewiętnastoletniej, japońskiej hostessy), a na boku jeszcze pięć stałych kochanek. Ogromny monument na Placu Wolności w Jakarcie złośliwi nazywają „ostatnią erekcją Sukarno.”

Był już prezydent, byli pierwsi bohaterowie, ale nie było jeszcze państwa; trzeba się było o nie bić przez kolejne cztery lata z powracającymi pod ochroną Anglików Holendrami. Dopiero w 1949 roku Wilhemia – królowa zrujnowanej okupacją i wojną Holandii, uznała w końcu niepodległość swojej największej kolonii i Indonezja, choć w okrojonych granicach stała się faktem. Szybko okazało się, że wolność jednak nie jest dla wszystkich. Chińczycy, potomkowie holenderskich osadników, „imperialiści”, nie-muzułmanie – oni w pierwszej kolejności poczuli na sobie gniew nowo narodzonego narodu, skorego do czystek i mordobicia. Sukarno nie ufał demokracji, wolał sterować państwem ręcznie, a w obliczu narastającego chaosu i eksplozji „mini-nacjonalizmów” na różnych wyspach wprowadził USDEK – pięć zasad, które miały wyznaczać narodowi kierunek marszu:

  1. Undang-Undang Dasar ’45 (Konstytucja z 1945)
  2. Sosialisme Indonesia (indonezyjski socjalizm)
  3. Demokrasi Terpimpin (sterowana demokracja)
  4. Ekonomi Terpimpin (planowana gospodarka).
  5. Kepribadian Indonesia (indonezyjska tożsamość.)

Mimo, że ani Sukarno, ani Hatta nie byli komunistami, to mieli jednak silne lewicowe ciągoty, a pod ich rządami Indonezja nabierała wyraźnie czerwonawych odcieni. Ściskał się Sukarno z Fidelem na Kubie i pozował do zdjęć z Che Guevarą, bratał z klanem Ghandih w Indiach – był wszędzie tam, gdzie nie lubiano zachodniego imperializmu. Pod koniec lat pięćdziesiątych PKI – Komunistyczna Partia Indonezji była największą partią komunistyczną na świecie; miała więcej członków niż jej chiński i rosyjski odpowiednik. To oczywiście nie mogło się podobać rządom USA i byłych mocarstw kolonialnych, mocno już zaangażowanych w zwalczanie komunizmu w Korei oraz Indochinach. Na rozwój wypadków nie trzeba było długo czekać. Najpierw tajemniczy Ruch  30 Września porwał sześciu najwyższych rangą generałów, co miało być początkiem rewolucji i przejęcia władzy przez komunistów. Zamach stanu udaremnił kolejny „bohater- nie bohater”, generał Suharto, który z dziwnie gotowym do akcji i rozmieszczonym w odpowiednich miejscach wojskiem objawił się jako obrońca Republiki i prezydenta. Czy prawdą jest, że Ruch 30 Września był prowokacją CIA mającą na celu zdyskredytowanie Sukarno, a Suharto od początku wiedział o planowanych zamachach? O próbę obalenia ustroju oskarżono PKI, a sprzyjający jej prezydent w 1966 roku stracił w końcu władzę, aby kilka lat później umrzeć w areszcie domowym.

            Gen. Suharto stał się drugim prezydentem Indonezji i na kolejne trzy dekady zamknął kraj w kręgu wojskowej dyktatury.  Nieco okrzepły już naród otrzymał na tacy nowego wroga; tym razem gniew ludu spadł na komunistów i ich „popleczników”, „czerwoną zarazę”, „wrogów Republiki i demokracji”, „złodziei, morderców dzieci i siewców głodu.” Wystarczyło mieć chińskie rysy twarzy lub być posądzonym o sprzyjanie komunistom aby zginać, często w okrutny, bolesny sposób. Ilu ludzi zginęło podczas antykomunistycznych czystek między 1966 a 1970? Nikt dokładnie nie wie; mówi się o trzech- czterech milionach ofiar. (Więcej o ludobójstwie w Indonezji możecie przeczytać w jednym z moich starszych postów: http://www.zorientowany.pl/o-mordercach-co-zostali-bohaterami/) Pod przywództwem generała naród, który jeszcze niedawno sam walczył o wolność, sam stał się okupantem – boleśnie doświadczyli tego mieszkańcy Timoru Wschodniego oraz Papui Zachodniej, którą Suharto za poparciem USA zbrojnie odbił Holendrom, łamiąc tym samym podpisana z nimi umowę z 1949 roku. Amerykanie w zamian za gwarancje pro-zachodniej polityki Suharto zaoferowały pomoc w usankcjonowaniu jego podbojów terytorialnych na forum ONZ (zob. „Act of Free Choice” oraz New York Agreement z 1964 roku), a same zostały za to wynagrodzone intratnymi kontraktami na Papui (amerykańska korporacja Freeport do dziś kontroluje na Papui największą kopalnię złota na świecie).

Suharto rządził niepodzielnie żelazną ręką do 1998 roku, kiedy ze stanowiska zmiótł go kryzys ekonomiczny „azjatyckich tygrsów” oraz wywołane nim, masowe protesty i zamieszki w całym kraju. Początkowo chciał je utopić we krwi i wysłał na ulice wojsko, ale naród – po pięćdziesięciu latach dojrzewania i nabierania odwagi – nauczył się walczyć o swoje. Suharto oddał władzę wyprowadziwszy uprzednio z kraju setki miliony dolarów, za które do dziś żyje jego rodzina (o Tonym Suharto, niesławnym synu generała, który dla wielu uosabia wszystko to, co w Indonezji najgorsze, napiszę jeszcze osobny artykuł). Przez następne 14 lat Indonezją rządzili kolejni, raczej mniej niż bardziej udani prezydenci, wśród których jednego trzeba było usunąć ze stanowiska za korupcję. Czym Indonezja jest dzisiaj? Czwartym, najludniejszym narodem świata (około 250 milionów mieszkańców), członkiem G20, krajem posiadającym jedne z największych zasobów bogactw naturalnych świata, silną armię i gigantyczny rynek zbytu. Z drugiej strony Indonezja jest ciągle kwintesencją Trzeciego Świata: krajem zacofanym technologicznie, z potencjalnie potężną gospodarką okulawioną przez nieprawdopodobną, fantazyjną korupcję i brak klasy średniej; o fatalnym poziomie edukacji, opieki medycznej i nierównościach społecznych rodem ze Średniowiecza.

Niecały miesiąc temu naród przemówił po raz kolejny. W powszechnych, wolnych wyborach 53% Indonezyjczykow wybrało nowego prezydenta; pierwszego, który nie wywodzi się z politycznego establishmentu oraz nie był generałem. Czyżby wreszcie zapowiedź jakiejś zmiany? Dziś jednak cała Indonezja maszeruje. Merdeka jest.

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.