Wybory Miss Świata na Bali

2e1o

W ostatnią sobotę na Bali wybierano Miss Świata i ku niezadowoleniu dwustu sześćdziesięciu milionów mieszkańców Indonezji nie wybrano Indonezyjki. Jednak nawet jeśli Vania Larrisa wygrałaby konkurs to raczej i tak nie uspokoiłoby to nastrojów w kraju. Radykalni islamiści odgrażali się zamachami, szanujące się kobiety w dżilbabach i uczniowie porządnych, jawajskich szkół protestowali przeciwko „promowaniu prostytucji”, wybory w trybie nagłym trzeba było przenieść z płonącej świętym gniewem Dżakarty na „tolerancyjną” Bali. Podczas sesji na plaży i tak, na wszelki wypadek, kandydatkom zakazano występowania w bikini (co z pewnością nie zadowoliło ani przeciwników, ani – tym bardziej – zwolenników konkursu). Najpiękniejsze dziewczęta świata prawdopodobnie były jedynymi kobietami na całej wyspie, którym w zeszłym tygodniu nie wolno było założyć bikini – wszyscy jednak wiedzą, że Indonezja to kraj paradoksów. Niecałą godzinę drogi z hotelu, gdzie mieszkały wszystkie kandydatki znajduje się miasteczko, w którym burdele są po prostu oznaczane symbolem X domalowywanym przy numerach domów i pracujące tam setki Muzułmanek z Jawy musiały pękać ze śmiechu oglądając telewizję. Gubernator Bali, I Made Mangku Pastika, rozkładał przed kamerami ręce, żeby pokazać z jak bardzo szeroko otwartymi ramionami będzie witał organizatorów imprezy i pretendentki do korony, oraz jak bardzo jest dumny z tego, że „Bali po raz kolejny reprezentuje Indonezyjczyków na tak wielkim wydarzeniu.” Ciekawe ilu Indonezyjczyków podzielało jego dumę, a ilu najchętniej rzuciłoby w niego kamieniem? Pastika wsiadł do helikoptera i odleciał do Nusa Dua, gdzie odbywał się konkurs, a przeciętni zjadacze ryżu postawieni zostali w obliczu konsekwencji wielkich imprez, których nie pokazuje się w telewizji: gigantycznych korków, totalnego chaosu oraz nieprawdopodobnej wręcz głupoty policji. Koszmar. W przeddzień finałów, wracając do domu zostałem niemalże rozjechany przez….kolumnę czołgów zmierzających w kierunku lotniska. Czyżby rekwizyty do finalnej sesji fotograficznej? Potem jeszcze tylko ze sto razy jakiś nadgorliwy drogówkarz prawie rzucał się pod koła, wstrzymując ruch na widok samochodu na czerwonych tablicach (rządowi) lub wymuskanej limuzyny o przyciemnianych szybach. Na lotniskach tłumy turystów wychodziło z siebie, bo  ich loty przekładane były z godziny na godzinę. A wszystko to po to, aby jakaś nastolatka mogła się publicznie rozpłakać i wyznać, że kocha zwierzęta, fascynuję ją gra na pianinie i pragnęłaby, ale to tak szczerze i z głębi serca – pokoju na świecie. Pierwszy raz w życiu zgadzam się z muzułmańskimi protestami – nie miałbym nic przeciwko, gdyby wybory Miss Świata odbywały się jednak gdzieś indziej. Za tydzień na naszą rajską Bali przyleci Obama i dopiero wtedy zacznie się zabawa! Na szczęście kolejne trzy tygodnie zamierzam spędzić w papuaskiej dżungli!

Komentarze

komentarze

Papua to jedna z moich ulubionych destynacji, do której konsekwentnie wracam i odkrywam coraz głębiej od 2005 roku. Pamiętam, że podczas ostatniej wyprawy, stojąc po pas w wodzie i odpędzając się od komarów pomyślałem, że wykonuję jeden z najciekawszych zawodów świata. Ta myśl nie opuszcza mnie do dziś. Dodatkową nagrodą są niezwykli ludzie i wspaniałe przyjaźnie, które rodzą się podczas kolejnych ekspedycji.